Stephen E. Ambrose: Band of Brothers – recenzja książki
18 maj 2010 1 komentarz
in Literatura, Ogólne

Kompania braci (Band of Brothers) Stephena E. Ambrose’a jest w Polsce znana głównie z serialu emitowanego w telewizji (najpierw w HBO, potem w innych stacjach). Serialu, powiedzmy sobie otwarcie, znakomitego. Graczom ta nazwa również nie jest obca, gdyż nazwa gry Company of Heroes została, w naszym kraju mlekiem i miodem płynącym, przetłumaczona właśnie na Kompania braci (co było zabiegiem czysto marketingowym, choć gra jest i bez takich sztuczek świetna i obroniłaby się bez takiej reklamy).
Piszę to wszystko na wstępie, ponieważ ja swoją przygodę z Kompanią… zacząłem od serialu. Po słynnym filmie Spilberga Szeregowiec Ryan (Saving Privat Ryan), dwóch ludzi mających w nim swój wielki udział reżyser i Tom Hanks (odtwórca jednej z głównych ról) postanowiło wyprodukować serial oparty o powieść Ambrose’a. Tak właśnie powstał 10 odcinkowy pomnik na cześć kompanii E, 506 pułku, 101 Dywizji Powietrznodesantowej. Warto tu zaznaczyć, że serial, pomimo pewnych uproszczeń i przekształceń, świetnie oddaje klimat książki i wydarzenia w niej opisane.
Druga w kolejności była gra komputerowa, która, poza drobnymi epizodami, niewiele ma wspólnego z książką. Gra wciąga niesamowicie i daje bardzo dużo zabawy i emocji. Razem z dwoma dodatkami jest, w mojej opinii, jedną z najbardziej grywalnych strategii czasu rzeczywistego umieszczonych w realiach II wojny światowej.
Ostatnio dostałem od teściowej, w prezencie urodzinowym, pierwowzór, czyli książkę Ambrose’a. Muszę powiedzieć, że czyta się ją bardzo przyjemnie (mam na myśli język jakim jest napisana). Jak już wspomniałem przy okazji pisania o serialu, opowiada ona o żołnierzach kompanii E (506p/101DPD), o tym kim byli przed trafieniem do wojska, o ich szkoleniu w USA i w Anglii, o dowódcach, w końcu o szlaku bojowym: od desantu powietrznego w Normandii, przez operację Market Garden w Holandii, zaciętą obronę podczas kontrofensywy niemieckiej w Ardenach, po zajęcie Berchtesgaden i tamtejszej siedziby Hitlera. Cała ta historia jest uzupełniana relacjami żołnierzy, wypisami z ich dzienników, anegdotami, które sprawiają, że ludzie, o których traktuje ta opowieść stają się czytelnikowi bliżsi. Znajdziemy w tej lekturze historyjki zabawne, opisy garnizonowego życia, trudów szkolenia i koszmaru frontu oraz momenty niezwykle wzruszające, poruszające do głębi, drastyczne i tragiczne. Jest to świetne uzupełnienie suchej wiedzy historycznej, w której często zupełnie pomija się emocje. Tutaj stykamy się z odczuciami żołnierzy, którzy przeszli nie tylko niezwykle ostre (wyjątkowe jak na armię) szkolenie spadochronowe, a potem zostali rzuceni w wir potwornej wojny, ale musieli się uporać z często fatalnymi dowódcami, którzy na linii frontu stanowili dla nich śmiertelne zagrożenie. Jest to też książka o męskiej przyjaźni, której nie da się chyba osiągnąć w innych warunkach, niż tak ekstremalne, jak te zbliżone do opisanych w Kompanii braci. To jest przyjaźń urzeczywistniająca się w sytuacji, w której człowiek poświęca siebie, nierzadko dosłownie, dla kolegów. Przyjaźń, przy której niemal namacalny, prawie materialny staje się sens odpowiedzialności za drugiego człowieka, bo wynikiem nieodpowiedzialności są… trupy. Interesujące są również aspekty psychologiczne, postawy poszczególnych osób i zbiorowości. Książkę zdecydowanie polecam (nie tylko miłośnikom klimatów “drugowojennych”).
P.S. Na marginesie: natknąłem się w niej na pewne sformułowania, które są… przynajmniej dla mnie… kontrowersyjne. Jedno z nich brzmi:
“Demokracja, jak się okazało, potrafiła przekształcić młodych ludzi w znacznie lepszą armię, niż dyktatura hitlerowskich Niemiec.”
oraz odnośnie Holendrów:
“Odważny, zaradny, wręcz onieśmielająco wdzięczny naród, z najlepiej zorganizowany i najbardziej użytecznym ruchem oporu w całej Europie (…)”
Oba te zdania są fatalne. Wiadomo bowiem, że niemiecka armia podbiła prawie całą kontynentalną Europę (poza sojusznikami, państwami satelickimi i neutralnymi oraz kawałkiem ZSRS). Można nienawidzić Niemiec, ale trzeba uczciwie powiedzieć, że żołnierze niemieccy byli znakomici i należeli do najlepszych na świecie. To, że przegrali wojnę nie ma nic wspólnego z żadną demokracją, tylko z ekonomią. Państwo toczące wojnę potrzebuje ogromnego zaplecza surowcowego, zasobów ludzkich, pieniędzy, siły roboczej, etc. Wsparcie dla Anglików i Sowietów płynęło statkami ze Stanów, których teren był wolny od wojny. Że zdanie to jest bezsensowną propagandą świadczą też cytowane w tej książce wypowiedzi amerykańskich żołnierzy, którzy wroga szanowali i podziwiali. Zupełnie niepotrzebna wstawka.
Drugie zdanie świadczy o tym, że Polskę po prostu często zwyczajnie się pomija. Nie dziwi to, kiedy mamy do czynienia z pisarzem amerykańskim, bo w końcu Amerykanie oddali nas w sowieckie łapy. Gdyby mowa była o Europie Zachodniej, to nie powiedziałbym nic na ten temat. Jak wypadnie zestawienie Polskiego Państwa Podziemnego z ruchem oporu w Holandii? Swoją drogą, o użyteczności polskiego ruchu oporu Amerykanie przekonać się nie chcieli. Ach, no i Polska, zgodnie z tym, co nam prawią media i rozmaite autorytety, dołączyła do Europy w 2004 roku…
Yarrsung



maj 23, 2010 @ 15:30:44
Dla mnie książka akurat była pierwsza, co tu dużo pisać – rzeczywiście świetna, serial drugi – genialny, grę mam, ale jeszcze jej nie ruszyłem.
Ciekawa jest też nowa produkcja Spilberga i Hanksa – Pacyfik. Co prawda idzie dosyć mocno w samouwielbieńcze tony, ale dla Yankees to chyba normalne. A akcji często więcej niż w KB, choćby odpieranie nocnych napaści Japończyków (i późniejsze plaże pełne trucheł – mocne!