Otwarte beta testy… za pieniądze graczy
11 gru 2009 9 komentarzy
Znalazłem ostatnio informację dotyczącą gry Mount & Blade: Ogniem i mieczem. Sprawa jest zdecydowanie szersza i w zasadzie przekłada się na całą branżę, dlatego będzie z tego dłuższy wpis=refleksja. Otóż wydawca tej gry zachęca ludzi, którzy ją kupili, by zgłaszali błędy w niej znalezione, a on prześle te informacje producentowi, który będzie dzięki temu szybciej wydawał patche. Podejście producentów i wydawców do klientów jest coraz bardziej bezczelne. Nie dość, że wymyślają coraz bzdurniejsze pseudo-zabezpieczenia (w rodzaju 10 możliwych aktywacji – potem grę można wywalić do kosza, niemożności sprzedania gry bez konta – steam, konieczności każdorazowego umieszczania płyty w napędzie, etc., etc.), z których piraci się śmieją (za to uczciwych graczy szlag nagły trafia), to wydają gry tak niedopracowane, że nóż się w kieszeni otwiera. Oczywiście taka beta kosztuje tyle co normalna gra wydana “po ludzku”. Gdyby producent wydał bubel za 15zł i ogłosił beta testy, to jeszcze rozumiem. A to jest zwyczajne pogrywanie w kulki. I nie chodzi o to, że wierzę, iż można stworzyć grę idealną i bez jakichkolwiek błędów – nie jest to niemożliwe, acz jest mało prawdopodobne. Ale można popracować nad grą dwa-trzy miesiące, pół roku czy rok dłużej i wydać towar bardzo dobry i dopracowany. Wtedy prośba o zgłaszanie problemów jest odbierana przez graczy jako swego rodzaju zabawa (kto pierwszy coś znajdzie!) i nie wywołuje zgrzytania zębów i przypływów wściekłości. O problemie, który jest coraz częstszy, czyli o wydawaniu półproduktów już wcześniej pisałem. To jest kamień do tego samego ogródka. Producenci traktują klienta jak portfel. Nie jak człowieka, z którym należy się liczyć, ale wyłącznie jako chodzącą kasę.
Nie każdy producent, rzecz jasna, jest taki. Na przykład Blizzard jest chlubnym wyjątkiem. Nad grami pracują długo i mozolnie, ale każdy tytuł trzęsie branżą. Starcraft, Diablo II, Warcraft III, WoW to gry-legendy. Diablo II do tej pory kosztuje 60zł i ludzie z czystym sumieniem tyle za tę grę płacą. Podobnie WIII. WoW generuje niewyobrażalne zyski. Wszyscy grający w gry Blizz’a z wypiekami na twarzy czekają na Starcrafta II, dodatki do WoW’a i, przede wszystkim, na Diablo III. I wszyscy wiedzą, że te gry będą co najmniej równie dobre jak poprzednie tytuły Zamieci. Czyli można postawić na jakość i spokojnie zbić na tym fortunę. Dla przypomnienia – Blizzard od momentu wydania w 1995 roku gry Warcraft II wypuścił na rynek 5 gier i 7 rozszerzeń do nich oraz zmodernizował wspomnianego Warcrafta II. W ciągu 14 lat… A każda gra była hiciorem. Weźmy pod uwagę stopień skomplikowania gry (np. graficznie) wtedy i obecnie. Między pierwszymi częściami Diablo minęły 4 lata, a między “dwójką, a “trójką” już minęło 9 lat, a gra wyjdzie zapewne w 2011 roku. Ludzie czekają i wiedzą, że jest na co (zachęcam do obejrzenia trailerów w sieci). I na koniec wątku o pozytywnych producentach – czy jest jakaś inna dziesięcioletnia gra poza Diablo II, w którą ludzie wciąż grają masowo ?
Taki Loki był zapowiadany jako następca Diablo II. Momentalnie spadł poniżej ceny gry Blizzarda, a w tej chwili mało kto chyba w to w ogóle gra. Bo co z tego, że pod względem rozwiązań gra była całkiem fajna, kiedy przez masę bugów niegrywalna i po kilku lokacjach zwyczajnie nudna? Zdarzały się przypadki, że człowiek prowadził postać przez np. 30 poziomów, wywalało go z gry i jak ją uruchomił ponownie to… okazywało się, że nie ma żadnej postaci. Jak to nazwać inaczej niż: bubel, półprodukt, chała?
No i niestety zazwyczaj to tak różowo nie wygląda jak w przypadku Blizz’a i mam wrażenie, że dużo więcej kasy pochłania marketing, niż samo stworzenie gry. Producenci wychodzą widocznie z założenia, że nie ma sensu tworzyć gry np. 3 czy 4 lata i potem sprzedać dobry produkt (który będzie trzymał cenę przez kolejne 3 lata), skoro można w tym czasie zrobić 3 gry, władować więcej kasy w marketing i kupić kilka recenzji. To co, że gra będzie niedopracowana i źle zoptymalizowana? Przecież ludzie i tak ją kupią, potem się trochę powściekają, zgłoszą błędy i jakoś się tam będzie łatać ten półprodukt… albo społeczność graczy sama sobie patche zrobi. Po pół roku, kiedy rozniesie się wśród graczy, że gra to zbugowany szmelc, zrzuci się bubel to jakiejś taniej serii, a po kolejnym pół roku do jeszcze tańszej. I tak akurat będzie premiera kolejnej chały własnego wypieku.
Może przesadzam, może nie jestem obiektywny, ale niepokoi mnie, że coraz więcej tytułów jest w taki sposób wydawanych. To już nie są odosobnione przypadki – to się staje rozszerzającą się tendencją. Ile powstaje tytułów, które przyciągają człowieka na dłużej niż kilka wieczorów (poza, z gruntu dłuższymi, crpg)? CoD1 przechodziłem przez kilka ładnych dni. CoD4:MW przeszedłem w około 8 godzin (dość szybko – wiem, że niektórzy potrzebowali 10-12 godzin), a najnowsze CoD6:MW2 zapewnia około 6-7 godzin rozrywki. Za to kosztuje więcej (wspomnę tylko, że polonizację tej gry robili, jak się zdaje, mieszkający od pół roku w Polsce Wietnamczycy, którzy założyli firmę tłumaczeniową po likwidacji swojego kiosku z ciuchami usytuowanego pod stadionem X-lecia). A rzeczone crpg, choć długie, to bywają pozbawione klimatu, albo klimat mają mocno średni (np. druga połowa kampanii podstawowej w NWN2).
Właśnie z tego powodu kupuję coraz rzadziej edycje premierowe (a w zasadzie zawiesiłem ich kupowanie do odwołania). Korzystam z wyprzedaży i promocji (ostatnio w Biedronce nabyłem Sagę Icewind Dale: dwie wielce zacne gry crpg z dodatkami – za niecałe 10zł, klimatem i grywalnością bijące na głowę znakomitą większość nowych super-wypasionych-graficznie gier).
Powtórzę przy tym to, co pisałem wcześniej – producenci sami swoimi działaniami napędzają rozwój piractwa. Uważam, że piractwo jest rzeczą złą i szkodliwą. Jednocześnie stoję na stanowisku, że to co robią producenci to idiotyczne wzmacnianie pozycji piratów. Piractwa nie da się zwalczyć zupełnie, ale można podejmować kroki, które będą je ograniczały (coś takiego robił na początku tej dekady CDProjekt np. obniżając ceny gier poniżej 100zł, czy organizując masę rozmaitych konkursów, etc.). Ale tych producenci nie zamierzają stosować, albo stosują je w bardzo ograniczonym zakresie. Za to ładują kasę w chore zabezpieczenia, durne aktywacje, bezsensowny, utrudniający życie steam, etc. A to odbija się na uczciwych graczach. Pirat, jeśli zobaczy, że gra jest zbugowana, to po prostu wywali ją z dysku nic nie tracąc. Uczciwy gracz może oczywiście zrobić to samo… ale zdążył już wywalić 130zł w błoto w sklepie, kupując szeroko reklamowany bubel.
Jedyne co mogą zrobić gracze, to nie kupować gier w edycjach premierowych. Poczekać kilka miesięcy na poprawki i na to aż gra stanieje. Niestety, ten sposób to dość brutalna solucja, może bowiem doprowadzić do upadku producenta. Ale z drugiej strony – czy firma mająca swoich klientów za bandę frajerów zasługuje na coś lepszego? Niestety, jest cała rzesza dzieciaków nie rozumiejących tego o czym pisałem powyżej, którym rodzice i tak kupią najnowszą grę “dla świętego spokoju”. A to tylko zachęta dla nieuczciwych producentów…
Yarrsung



gru 13, 2009 @ 03:54:11
“Czy jest jakaś inna dziesięcioletnia gra poza Diablo II, w którą ludzie wciąż grają masowo ?”
A pewnie, że jest! StarCraft na przykład. O każdej porze dnia i nocy co najmniej kilkuset graczy. Co ciekawe, także WarCract II (1995 + późniejsze internetowe łatki). Poza Blizzardem mamy Tibię (premiera 1997!), Tribes (1998), Quake’i do Areny włącznie (1999), Counter-Strike (1999), Age of Empires II (1999) i jeszcze sporo innych.
gru 13, 2009 @ 12:35:52
To było troszkę pytanie prowokacyjne (nie do końca może zamierzone, ale chyba podświadomość przejęła kontrolę), ale też umieszczone w pewnym kontekście. Spójrzmy na te gry, które wymieniłeś:
Nabijam się, ale masz rację – sporo osób w to gra. Tyle, że to gra darmowa… To się mierzy już nieco inną miarą.
Chyba każdy chciałby świetnie sobie radzić ze wszystkim. I chyba o to chodzi.
Oni są jak fani takiego AC/DC czy innej heavy metalowej kapeli
Pamiętam jak kolega nawijał mi kiedyś chyba z godzinę o swojej czarodziejce na 56 poziomie… 

StarCraft i Warcraft2 to, jak zauważyłeś, produkcje Blizz’a. Do tej pory rozgrywane są turnieje w StarCrafta (W2 zastąpił w dużej mierze W3, co pewnie spotka również SC i D2, kiedy pojawią się kolejne części). Więc te jakby są poza konkurencją
Counter Strike to był chyba najpierw mod do Half Life’a, a więc, żeby grać trzeba było kupić grę Valve. Jako osobna gra Counter Strike wyszedł pod przydomkiem Source i otrzymał swoje pudełko dopiero w 2005 roku.
Quake to oczywiście, podobnie jak Diablo, klasyka. Myślę sobie, że jednak sporo osób przerzuca się – przede wszystkim jeśli chodzi o FPS (bo tu, w przeciwieństwie do crpg czy strategii, dość ważna jest grafika) – na nowsze pozycje. No i 20$ (bo tyle życzy sobie id za Quake… podobnie za Dooma2) to chyba cena zaporowa biorąc pod uwagę, że za tyle można kupić bardzo dobre (jeśli nie lepsze) gry FPS ze znacznie lepszą grafiką.
Tibia… darmowe MMO, którego główną zaletą jest chyba to, że da się w nią grać na naprawdę starym sprzęcie (dopłacić można za jakieś bonusy, ale przymusu nie ma). Widziałem wypowiedzi osób, które w to grają: “dla zabicia nudy”. Dla zabicia nudy można sobie pogmerać w ogródku grabkami. Myślałem, że tu chodzi o pasję… a to: “dla zabicia nudy”
W AoE2 ludzie grają masowo? Hm… Obecnie raczej grają w AoE3 i dodatki, jak sądzę. Uwielbiałem AoE i potem AoE2. Moja oryginalna angielska wersja AoE2 (naprawdę ładnie wydana – kupiłem ja w Empiku i w środku była dorzucona polska instrukcja, ale poza tym reszta była po angielsku) nie chciała chodzić na moim angielskim XP (!?) i musiałem kupić wersję polską (od razu cały pakiet od Cenegi). Tyle, że po zainstalowaniu odpaliłem ją raz… parę miesięcy temu
Nie wspomniałeś o Sadze Baldur’s Gate, Icewind Dale czy Fallout.
Liczyłem, że Ty i Furr (a może jeszcze ktoś inny) podejmiecie wątek. Okazuje się bowiem, że podstawową cecha gry okazuje się grywalność. Takie dziwne stworzenie z tej grywalności, prawda? Bo np. nie jest to fabuła (świetne Arcanum – zapomniane prawie (swoja droga zobacz jakie oceny dostawały wymieniane przez nas obu gry od redakcji GOL’a – Arcanum 9,5 – chyba najwyższa nota), Planescape Torment nieco przyciężkie). Nie przesądza o niej grafika (Fallout, Baldur’s Gate, Diablo, Quake – to nie są gry powalające grafiką). Muzyka też nie jest fundamentem grywalności. Mechanika? Chęć zwyciężania wzbudzana przez grę? Wyjątkowe przedmioty sprawiające, że stajesz się superhero?
Diablo mnie osobiście nie zwaliło z nóg, ale ta gra magnetyzuje i pomimo tego, że nie wciągnęła mnie tak, jak np. HoI (tam mogłem podbić świat – mierzę wyżej niż bycie lokalnym herosem ;P) to jednak wiem, że do niej jeszcze wracać będę. Miałem okazję zetknąć się z osobami grającymi w Diablo 2 wielokrotnie i jest to rzecz niesamowita wręcz. Chyba takiego sfazowania na punkcie jakiejkolwiek gry nigdy nie miałem
No i na koniec – może dlatego też wyróżniłem Diablo, że tę grę widzą ciągle w sprzedaży (w tej samej, niezmienianej od kilku lat cenie), ciągle ludzie o niej mówią,ciągle się nią zachwycają i BN ciągle jest pełny. Taki “Lenin wiecznie żywy” z niej jest trochę. A z Quake, CS czy Tibią kontakt mam żaden
W każdym razie – polemika mile widziana
gru 16, 2009 @ 17:58:12
Polemizować raczej nie ma z czym, bo choćby czarować, to drugiej takiej gry na PC jak Diablo II (tzn. pod względem wiek/utrzymująca się cena/liczba graczy) chyba nie ma. Wymieniłem tylko przykłady tytułów on-line, bo tu najłatwiej zmierzyć popularność. Złote singleplayerówki to już inna sprawa, bardziej indywidualna – gra się w to, co chce, a nie na co pozwala (nie)istnienie partnerów do gry. Sam jestem zachwycony Master of Orion II, do którego stale wracam (dzięki niech będą ŚGK, które dało tę perłę w pełnej wersji!), za sagą Infinity też prędzej czy później zatęsknię. W wypadku takich tytułów trudno mówić o masowości – są wieczne, ale nie permanentnie oblegane.
A z multi to różnie bywa. Kiedyś gdy Ground Control został udostępniony za darmo z ciekawości wszedłem na serwer, a tam magiczne ZERO graczy. Cóż, najlepsze lata gra miała już wtedy za sobą. Nie zmienia to faktu, że najlepsze tytuły multiplayerowe mają silną społeczność graczy niezależnie od daty premiery. Przykładowo w 2008 wyłączone zostały serwery gry Tribes II. Dla fanów nie była to duża przeszkoda, stworzyli własny system… Podobnie nadal istnieją gry z serii Myth, czy Civilization II (tak, właśnie druga część!). Zresztą, nie ma co się rozpisywać: właśnie trwa Myth World Cup 2009… Jednym z ważnych filarów sukcesu gier Blizzarda jest świetny, “wieczny” support. Niezależnie czy kupiłeś ich najnowszą, czy ubiegłowieczną grę, możesz się nią w pełni cieszyć przez sieć. Gdyby Total Annihilation miało tak świetne wsparcie, pewnie byłoby dziś tylko nieznacznie mniej popularne od StarCrafta.
I tym sposobem chyba zupełnie odeszliśmy od tematu
Zaraz, czy ja postawiłem emotikonkę? Aaaa…
gru 17, 2009 @ 17:20:16
kolejną grą w którą grają ludzie do dzisiaj jest:
team fortress classic
quake 3 arena
unreal tournament
counter strike
day of defeat (tutaj może mneij osób słyszało ale nadal istnieje ponad 2000 serwerów pełnych graczy)
half life 2 nadal schodzi z pólek w edycji orange box jak ciepłe bułki
i wiele, wiele innych…
Ale mimo wszystko jakoś bym nie chciał żeby WSZYSTKIE gry tak wyglądały.
gru 18, 2009 @ 20:23:49
Team Fortress Classic to mod najpierw do Quake a potem do HL.
CS i DoD to mody do HL. To nie były gry, a modyfikacje. Znacznie później wydano je jako “dodatki” w osobnych pudełkach.
Quake 3 Arena i Unreal Tournament to istotnie klasyki. Pamiętam nawet kilkustronicowy artykuł w ŚGK, który porównywał te dwie gry. Z tym, że to FPS nastawione praktycznie wyłącznie na grę w sieci (podobnie zresztą jak wymienione przez Ciebie mody do HL).
Diablo II to gra zupełnie inna. Gra w nią przecież cała masa ludzi w trybie single player i bardzo dużo (nie wiem czy nie więcej) w trybie multi. I stosunek daty wydania/ceny/liczby graczy jest jednak zdecydowanie na korzyść Diablo II – jak sądzę. Podejrzewam, że wiele osób kupuje wciąż Diablo II z powodu… Diablo III (najnowsza część jest w produkcji, zachwyca, więc ludzie chcą poznać poprzedniczkę). No i wiele osób wraca do tej gry w oczekiwaniu na “trójkę”.
A wymienione FPS-y… cóż, problem z grami tego typu jest taki, że wyszło ich w ciągu ostatniej dekady od groma. Wymienię tylko kilka najbardziej znanych: HL2, Unreal Tournament III, MoH, seria CoD z bardzo dobrymi “multiplayerowo” MW i MW2 i wiele innych. Jak już pisałem – w FPS grafika jest dużo ważniejsza niż w crpg, h’n's czy w strategiach i ludzie będą się przerzucać na nowsze produkty. Nie dlatego, że stare były złe. Po prostu nowe – przy tym samej dawce adrenaliny – dają lepsze doznania wzrokowe. Przynajmniej tak myślę, a grałem w sieci w CoD1 a potem w CoD4:MW – różnica jest pod pewnymi względami potężna, choć CoD1 nie był przecież zły.
gru 18, 2009 @ 14:36:53
witam
pan Yarrsung napisał poniżej wymieniony cytat.
Czy tak jest z grą M&B Oim można ją aktywować tylko 10 razy
“Nie dość, że wymyślają coraz bzdurniejsze pseudo-zabezpieczenia (w rodzaju 10 możliwych aktywacji – potem grę można wywalić do kosza, niemożności sprzedania gry bez konta”
Z góry dzięki Pozdro.
gru 18, 2009 @ 19:54:07
Witam
To troszkę nie tak. Google łączy przy wyszukiwaniu dowolne fragmenty tekstu i wychodzą z tego tego typu kwiatki.
Nie posiadam gry M&B:OiM i opieram się na opiniach graczy, którzy tę grę zakupili i przetestowali, a potem nie omieszkali raportować błędów wydawcy. Gra ma, z tego co wyczytałem, ograniczoną ilość aktywacji. Grę można np. odinstalować i jest wciąż aktywna, ale kiedy zrobi się format dysku to aktywacja ulega… jakby to nazwać… przeterminowaniu. Z tego co wyczytałem wynika, że w sumie grę można aktywować około 10 razy (gdzieś widziałem solucję by tych aktywacji było 12 czy 13). Ten dopisek w nawiasie dotyczący zabezpieczeń, kont i aktywacji był zresztą przykładowy i nie dotyczył jedynie i wyłącznie tej konkretnej gry. Producenci wymyślają rozmaite “zabezpieczenia przed piratami”, które de facto godzą w uczciwych graczy, a nie w piratów – i o to chodziło (to nie była recenzja M&B:OiM). Wystarczy sprawdzić na forach jak szybko omijane są te super(debilne)zabezpieczenia. Jeśli interesuje Pana ta gra to najlepiej wejść sobie tu:
http://www.cdprojekt.pl/board/topic/956-ogniem_i_Mieczem_-_zgloszenia_problemow_bugow/page-1
Zobaczy Pan ile błędów posiada ten produkt i zdecyduje czy warto…
gru 18, 2009 @ 21:26:52
” Jak już pisałem – w FPS grafika jest dużo ważniejsza niż w crpg, h’n’s czy w strategiach i ludzie będą się przerzucać na nowsze produkty. Nie dlatego, że stare były złe. Po prostu nowe – przy tym samej dawce adrenaliny – dają lepsze doznania wzrokowe. ”
Jeśli chodzi o statystycznego odbiorcę, to być może (choć ja w FPSach nie siedzę). Ale gracze bardziej zaawansowani, w tym wyjadacze starszych tytułów, stawiają na grywalność. Grafika ma mniejsze znaczenie, potrafi nawet przeszkadzać – stąd częste wyłączanie “zbędnych” elementów: dymu, mgły etc. Ekstremiści w takim Quake’u potrafią wyłączyć niemal wszystko, z teksturami włącznie – zostaje wtedy czysta mechanika.
gru 18, 2009 @ 21:42:46
No tak, w końcu są też starzy wyjadacze grający na jakichś gameboyach w Tetrisa. Tylko tacy wyjadacze chyba nie stanowią większości grających na przenośnych konsolach
Generalnie to takie jednolite ściany i zupełna prostota/minimalizm z pewnością (bo jak inaczej) musi mieć jakiś urok. Ja nie wiem jaki to urok. Mnie zachwycają możliwości dostępne obecnie – flashbang czy granat dymny jest po prostu bronią. Nie zabija bezpośrednio, ale sprawia, że przeciwnika łatwiej dopaść, albo umożliwia ucieczkę. To są dodatkowe narzędzia taktyczne. Pamiętam, że kiedyś, chyba z 8 godzin pod rząd tłukłem w Dooma 2. Potem mi się takie pikselo-korytarze śniły całą noc. Gra była wciągająca – te hordy potworów, ta adrenalina, ta grywalność… Ale po takim CoD4:MW nie miałem pikselo-koszmarów, a gra – niestety strasznie krótka – przysporzyła mi nie mniej emocji..
No właśnie. Kiedyś grałem w demo gry Blood (było chyba 8 poziomów w tym demku – takie kiedyś dema wypuszczano!). Strasznie mi się spodobało. Po kilku latach dopadłem tę grę, zainstalowałem, uruchomiłem i szczęka mi opadła. Jeden wielki szarobury, brzydki piksel! Zgroza. Od razu odechciało mi się grać. Nawet poziomu nie przeszedłem – od razu grę odinstalowałem.
Widocznie nie jestem hardkorem, który lubi sobie psuć wzrok wypatrując między pikselami przeciwników