O grach – inaczej
31 paź 2009 3 komentarzy

Dzisiejszy wpis traktować będzie o grach komputerowych. Obiecałem już, że taki tekst – krytyczny, a jakże – zamieszczę i słowa dotrzymuję. Pewne kwestie, świadomie, potraktuję oszczędniej (znający temat i tak pewnie dopowiedzą co trzeba). A zatem do roboty:
Pierwszą kwestią, którą poruszę będzie tak zwana “walka z piractwem”. Piractwo jest, jak wiemy, złem zagrażającym uczciwym twórcom, producentom, wydawcom, a co za tym idzie – graczom. Wszystkim uczciwym. Tak się mówi. I się walczy. Uczciwi gracze niespecjalnie mają w tym boju pole manewru, bo albo gry będą kupować, albo nie. W tym drugim przypadku przestaną być uczciwymi graczami i zostanie im tylko przymiotnik. Za to twórcy, a już przede wszystkim producenci mają bardzo szerokie możliwości, z których chętnie korzystają. Oczywiście dla dobra uczciwych graczy.
Przyjrzyjmy się zatem tym możliwościom, ich zastosowaniu i rezultatom ich wykorzystania.
Producenci serwują uczciwym graczom: zabezpieczenia przed kopiowaniem, kody instalacyjne, kody aktywacyjne, konieczność instalacji pod kontrolą systemu internetowego (np. steam) czy konieczność rejestracji gry w takim systemie. Mówią przy tym, że gracze uczciwi otrzymują tak zwany support (czyli wsparcie techniczne, patche, etc.). Piraci oczywiście supportu nie dostają, bo niby z jakiej paki.
Zauważyłem jednak pewną prawidłowość, czy może raczej sposób działania, który pojawił się obok tych, wymienionych wyżej, zabezpieczeń, kodów, etc.. Sposób ten polega na wydawaniu gier w wersji beta. Inaczej się tego nazwać nie da. Gra w dniu premiery jest często po prostu niegrywalna. Źle zoptymalizowana (albo wcale) i z taką ilością rażących baboli i bugów, że uczciwi gracze dostają szewskiej pasji. No, ale to przecież dla ich dobra. Dwa tygodnie, miesiąc po premierze pojawia się pierwszy patch, który poprawia większość błędów sprawiając, że gra nie przyprawia gracza o mdłości i napady depresji. Potem pojawia się kolejny i następne, które doprowadzają grę do stanu używalności na poziomie zadowalającym… jak dobrze pójdzie!
Jestem przekonany, że ma to być uderzenie w piratów. Nie mówi się tego wprost, ale logiczne to jest bezspornie. Skoro producent nie zapewnia supportu piratom (liczy na to, że nie dadzą sobie rady ze spatchowaniem gry), to wydawanie tak zbugowanych gier, a dopiero później wydawanie patchy ma zniechęcić do piracenia. Niestety, producenci to ludzie oderwani od rzeczywistości. Piraci, rzecz jasna, znajdą jakiś sposób, by grę zcrackować tak, by można było zainstalować patche. W końcu to wszystko robią ludzie, więc na zabezpieczenia też jest sposób.
W wyniku tych wszystkich działań producentów cierpią TYLKO I WYŁĄCZNIE ci uczciwi gracze, którzy kupują gry. Muszą się męczyć z wpisywaniem (często fatalnie wydrukowanych, nieczytelnych) kodów, instalować grę godzinami czekając na to, aż serwery steama łaskawie dopuszczą taką możliwość, tracą nerwy próbując grać w premierową, ale niegrywalną grę, nie mogą odsprzedać gry z powodu jej przymusowej rejestracji w systemie steam i tracą czas na szukaniu i ściąganiu coraz większych patchy.
A nieuczciwi gracze? Korzystają ze spiraconych wersji. Nie bawią się w kody, rejestracje, patche. Nie muszą sprzedawać gry (bo jej nie kupili). Ale jest rzecz dużo ważniejsza. Nie czują się jak ostatni frajerzy.
A gracze uczciwi niejednokrotnie właśnie tak się czują – jak ostatni frajerzy, którzy dali się naciągnąć.
I tu druga kwestia – recenzje w pismach branżowych. Próżno szukać tam krytyki dotyczącej tego co powyżej napisałem. Przykładem niech będą ochy i achy wypisywane na temat Empire: Total War. Miała to być super gra. Wiele nowości w serii m.in. wspaniałe bitwy morskie i stworzony na nowo rozwój technologiczny. Byłem jednym z wielu frajerów, którzy kupili tę grę w dniu premiery. Instalowałem ja osiem bitych godzin klnąc na czym świat stoi. Instalacja odbywała się bowiem pod kontrolą steama, o czym słowa rzecz jasna na pudełku (tam była jedynie informacja, że aktywacja wymaga Internetu… ale nie cholerna instalacja!). Po zainstalowaniu okazało się, że gra jest strasznie zbugowana. Szybko wyszedł patch i się już, jak większość pozostałych naiwniaków, ucieszyłem, że wreszcie normalnie pogram. Okazało się jednak, że kolejne patche zrobiły z tej gry jakiś koszmarek. Na miejsce jednych bugów dodawały nowe, a AI przestało w ogóle istnieć. Wydano za to niebawem PŁATNY dodatek. Dodawał kilkanaście niewiele wnoszących do gry jednostek. I tyle. Na ten temat w pismach branżowych cisza. Zazwyczaj można przeczytać, że gra zawiera drobne błędy, które poprawi obiecany patch. I tyle. Recenzja nawet czasem wspomina o bugach, ale zazwyczaj w tych mniej nagłaśnianych i reklamowanych grach, a jeśli już w tych bardziej, to wtedy można przeczytać, że twórcy i producent już na dniach wydadzą patch poprawiający wszystkie te błędy. Na temat tego, że robi się z uczciwych graczy frajerów – ani mru mru.
Kolejną kwestią są edycje specjalne i dodatki (płatne, żeby nie było wątpliwości). Coraz częściej pojawiają się gry, których edycja specjalna i podstawowa nie różni się niczym poza ceną i zakamuflowanymi pierdółkami. Znowu przykład E:TW. Edycja specjalna zawierała dodatkowe jednostki… ukryte w prosty sposób (momentalnie odkryty przez moderów) w wersji podstawowej, za to kosztowała 40zł więcej. Te około 10 jednostek natychmiast ludzie zaczęli odblokowywać, ale reakcja producenta była taka, że to… NIELEGALNE. Ciekawostka przyrodnicza. CA zachłysnęło się sukcesem Rome i Medieval’a i zaczęło sobie zwyczajnie kpić z graczy. Od pamiętnej zbroi dla konia z Obliviona podobnych “perełek” pojawia się coraz więcej.
No i dodatki. Producent wypuszcza jakieś ochłapy o jakości zdecydowanie gorszej od tego co zawierają darmowe mody. Za każdą pierdołę każe sobie płacić, chociaż graczom, za stratę nerwów z powodu kupienia bety, należałyby się dodatki bezpłatne i jeszcze przeprosiny. Ale co tam naiwni frajerzy.
Reasumując – winą za rozwój piractwa obarczam twórców, ale przede wszystkim producentów i wydawców gier. To oni swoimi “antypirackimi” działaniami rozszerzają grupę docelową piratów. Poza tym, te wszystkie “zabezpieczenia” kosztują, a więc podnoszą cenę gry. Uczciwy gracz otrzymuje więc za swoje ciężko zarobione pieniądze zbugowaną, “super-zabezpieczoną” i np. niemożliwą do odsprzedania grę, w którą często w ogóle nie da się grać. Za to ma… support.
Ja zostałem oduczony kupowania “premierówek”. Po grach Gothic 3 i E:TW nie kupuję gier w dniu premiery. Teraz czekam wyłącznie na okazje i tańsze serie (kupiłem swego czasu tyle gier, że nie nadążałem ich przechodzić – teraz poświęcę im czas).
I zalecam takie podejście również innym graczom. Ten bierny opór może uświadomi producentom, że niszczą nie tylko rynek gier, ale również powodują rozwój piractwa. Gry powinny być tańsze, nie zawierać zbędnych (bo bezproblemowo obchodzonych) zabezpieczeń i powinny być dopracowane. W ten sposób zachęci się ludzi do kupowania oryginałów. Zakazy (w tym wypadku wszelkie zabezpieczenia i cała reszta, o której pisałem) powodują zwykle skutek odwrotny. Tak było z prohibicją w USA. Im więcej kłód pod nogi producenci będę rzucać uczciwym graczom (krzycząc, że to dotyczy piratów), tym szersze będzie grono osób korzystających z nielegalnego oprogramowania.
Może kiedyś to do producentów dotrze…. choć szczerze w to wątpię.
Yarrsung



paź 31, 2009 @ 21:34:21
O, znajoma twarz(?) na WordPressie. Będę co jakiś czas wpadał poczytać. Sam w moim kącie wpisy umieszczam wyjątkowo nieregularnie, bo jakoś czasu mało…
A co do samego problemu piractwa i płatności – takie czasy. Gdyby technika była tak dobrze rozwinięta kilkanaście lat temu, już wtedy płacilibyśmy za co się da. Bo cóż innego można było ściągnąć od klienta z jakiegoś zapadłego kraju “Polska” jak nie cenę gry? Internetu nie było, zasięg cywilizacji kończył się gdzieś przed Odrą, a przesyłka dyskietek pocztą należało do sportów ekstremalnych. Na Zachodzie nie było oczywiście tak tragicznie, ale nadal komunikacja z klientem nie była tak płynna jak teraz. Rozwój Sieci znacząco przyspieszył (a może umożliwił?) szybkie wręczanie ofert i jeszcze szybsze przyjmowanie płatności. A mały bonus szybko ściąga się z serwera i odpadają koszty wydania. Sądzę, że takie właśnie pomniejsze, łatwiejsze do “łyknięcia” dodatki jak dodatkowe jednostki czy lokacje z czasem wyprą duże, samodzielne rozszerzenia. “Brood War” w zasadzie było rozmiarów podstawki, a do “Fallout 3″ już jest wysyp małych ściągajek. Czy taka tendencja utrzyma się długo, trudno ocenić.
Piractwo – podobnie. Tanie nośniki, łatwe powielanie, szybki download. Okazja czyni złodzieja. Różnie z tym walczono, a sam jeszcze posiadam z czasów amigowych kruczoczarne, połyskliwe (trudno skserować czy sfotografować) plansze z kodami. Odczytanie czegokolwiek z tego czegoś to istny koszmar, trzeba patrzeć z odpowiedniej pozycji, ustawiać kąt padania światła… Obecne metody nie są może tak brutalne, ale nie mniej pomysłowe. Przy bieżącym stanie branży trudno podać jakiś ostateczny sposób antypiracki, ale wskazywałbym, po pierwsze, na rożnego rodzaju śledzenie sprzedanej kopii (aktywacje, monitoring on-line, klucze od gry wieloosobowej), po drugie, na technologie streamingu do klienta, czyli udostępniania zasobów, a nie fizycznego przekazywania na prawach licencyjnych. Ta druga opcja to raczej przyszłość, ale moim zdaniem bardzo namacalna – takie rozwiązanie jest bardzo korzystne dla dysponującego programem, bo pozwalana na praktycznie nieograniczoną kontrolę nad treścią. Klient się powoli przyzwyczai, o ile nie będzie się go szokować (zbyt) bezczelnymi krokami jak limit instalacji.
A wydania premierowe? Cóż, istnieje tylko jedna gra, jaką jestem w stanie kupić krótko po wydaniu: StarCraft 2. Reszta może sobie spokojnie spadać do tanich serii i pakietów. Chociaż od kiedy zacząłem interesować się ofertami sklepów z wydaniami elektronicznymi i wyłapywać promocje na nich (np. BioShock za 5$, czyli niecałe 15 zł), nawet te kilka dziesiątek złotych za tanią serię wydaje mi się trochę dużo…
paź 31, 2009 @ 23:44:40
Witam, witam. Może sama twarz nie jest znajoma, ale na pewno znamy się “postowo” z forum CDP (m.in. z Loży). Wprawdzie tam, w wyniku rozmaitych zawirowań i okoliczności, mam teraz innego nicka, ale tutaj postanowiłem wrócić do tego, pod którym funkcjonowałem jeszcze na starym forum CDP.
Nie będę płacił grubej kasy, żeby przez kilka tygodni czuć się jak ostatni jeleń. Producenci lecą sobie w kulki, to ja idę pograć w to, co kupiłem trzy lata temu. Przecież nikt mnie do kupowania nie zmusza.
Co do tematu – jak wspomniałem: zbuntowałem się
Ja w tym teście przedstawiłem te problemy, które mnie rażą i są coraz jaskrawsze, coraz lepiej je widać. “Zabezpieczenia”, recenzje, płatne dodatki, “support”, edycje specjalne, “premierówki” – to coś, co sprawia, że od jakiegoś czasu patrzę na gry z zupełnie innej perspektywy. I coraz mnie radości nowe gry mi sprawiają… niestety. Właśnie z wymienionych wyżej powodów. Taka świadomość rzeczywistości czasem przytłacza, nie sądzisz?
lis 01, 2009 @ 20:56:30
Heh, dojrzały wyemancypowany gracz. Ale co prawda, to prawda. Niełatwo żyć że świadomością istnienia nad nami wielkiej komercyjnej machiny nastawionej na wysysanie mamony. (Hmm, właściwie to opisałem także nasz rodzimy kraj.) Choć póki gry dają choć odrobinę radochy, to jakoś się przeżyje. A w razie czego pozostaje sięgnąć po dawne hity. W myśl zasady, że lepiej to już było. Głosowanie własną gotówką staje się z kolei mało skuteczne, bo branża przestawia się na niedzielniaków, a to dojna krowa rozumiana w kategoriach masowych.
PS W opcjach możesz ustawić sobie wordpressowego awatara.
PPS Rozczula mnie ten napis “Leave a komentarz”. Słodkie. Zaraz się tym zajmę… Niedługo powinno być dobrze.